Wyszedłem z domu i stwierdziłem, że pada deszcz, więc przebiegnę sam ze 6km i do domu.
Pomyślałem, że pada deszcz to żaden wariat nie wyjdzie biegać
Przychodzę na zbiórkę a tu razem pięciu
No to trudno umawiamy się na 10km
Zaczęło się zupełnie dobrze pierwsze km nawet 4:23 ale sielanka nie trwała długo dzięki super znajomości lasu Kamiankosko-Boraskiego przez Jacka zawierzamy mu swoje nogi i za Nim kroczymy.
Oooo już Borawe to super... niedaleko do domu niektórzy się ucieszyli (mnie tam nie zależało, bo dla mnie to pryszcz
)
No i biegniemy do leśniczówki w Borawem... biegniemy, biegniemy, biegniemy i dobiegliśmy ale do cholernej Kamianki a Jacek jeszcze w lewo odbija
(chyba chciał do leśniczówki w Kruszewie biec)
Jesteśmy na 14 km i do domciu już tylko jedyne 6, które planowałem rano zrobić (deszczyk ciągle siąpi).
Ale te 6km to dla mnie od dłuższego już czasu najgorsze kilometry do pokonania. Lewa noga odmówiła posłuszeństwa i nie mogę jej podnieść
Gdyby było jakieś szczudło to może by pomogło. Niektórzy śmią opowiadać jeszcze jakieś głupie kawały o średniowieczu i żonach pod pierzyną itd.
No ale dzięki kolegom doholowany zostałem do samego domu i jak wpadłem to wypiłem chyba tyle wody co chora krowa
Gorąca kąpiel uratowała mi życie a koledzy biegacze jeszcze tego pożałują
Jak potrenuję to wyciągnę ich na 40km cross... ale to jeszcze potrwa jakiś czas
Dobra zamiast 6km wyszło ponad 20km ... BRAWO super i tak mnie nie zniechęcicie
oto trasa dzisiejsza: http://www.sports-tracker.com/#/workout ... v5ds2pu0p4
Bieganie jest super !!! Człowiek poznaje gdzie jego miejsce





