Strona 1 z 1

Wycieczka niedzielna

PostNapisane: 27 sty 2012, o 13:25
przez Panzerjager44
W niedzielę 29 stycznia 2012 jedziemy na mała zimową wycieczkę.
Wyjeżdżamy z Pl. Bema o godzinie 10.00
Jedziemy wałem do Dzbenina potem lasem do Kamianki i z powrotem wzdłuż Narwii do Dzbenina, a potem znów wałem na Pl. Bema
Poglądowa mapa:
Obrazek

Dystans ok 30-35 km

Ubierzcie się ciepło. Można też wziąć termos z czymś ciepłym,

Do zobaczenia w niedzielę.

PostNapisane: 28 sty 2012, o 12:54
przez Wojtek
ja nie dam rady

PostNapisane: 28 sty 2012, o 13:47
przez Panzerjager44
Przepraszam wszystkich, ale się rozchorowałem. Także jutro mnie nie będzie. Do zobaczenia na następnej wycieczce.

PostNapisane: 28 sty 2012, o 18:19
przez karolbiegacz
życzę przyjemnego odmrażania stóp :)

PostNapisane: 30 sty 2012, o 06:46
przez karolbiegacz
No "wycieczkowicze" niedzielni opisujcie co kto sobie odmroził ? :)

PostNapisane: 30 sty 2012, o 08:02
przez lostpearl
Nikt niczego sobie nie odmroził, chociaż nie wiem jakim cudem? Niektórzy mieli tylko 1 parę letnich skarpetek i twierdzili, że jest im WYSTARCZAJĄCO ciepło!

Pogoda była piękna, więc pokręciliśmy się po okolicy od 11.00 do ok. 14.00.
Był las, lodowisko-rozlewisko, stary wiąz ze starą, jazda nie na tandemie w tandemie, super-lekarstwo wskrzeszające Panzera; jeden normalny, który nie wlazł na drzewo, bo w wyniku ewolucji kiedyś tam jego przodek z drzewa zlazł; był 1 upadek z kultury i kilka z chęci zaszpanowania (chociaż ten co na drzewo nie wlazł twierdził, że szpanowanie było raczej miękkie).

Zmarzłam tylko ja. Do następnej wycieczki!

PostNapisane: 30 sty 2012, o 08:37
przez Pijący_mleko
Tak mnie rozłożyło ze od późnego popołudnia w czwartek nie zajrzałem na neta.
Może to i dobrze,
bo jak bym wiedział o takiej imprezie, to i rozsądek zjednoczony z gorączką nie zatrzymałby mnie pod pierzyną :cool:

PostNapisane: 30 sty 2012, o 12:07
przez karolbiegacz
lostpearl napisał(a):Nikt niczego sobie nie odmroził,


to dobrze - to dobrze :)

PostNapisane: 30 sty 2012, o 14:13
przez Panzerjager44
Wycieczka bardzo udana. Dla mnie szaleństwa na zamarzniętym rozlewisku Narwii w promieniach styczniowego słońca, były po prostu świetne. Dawno się tak dobrze nie bawiłem na rowerze. Dobrze, że zostałem wyciągnięty z domu za pomocą cudownych środków Jojasa ;)

PostNapisane: 30 sty 2012, o 14:16
przez Pijący_mleko
Skąpa relacja.
Mogłeś ją skopiować z miejsca gdzie więcej się natrudziłeś :P

PostNapisane: 30 sty 2012, o 14:29
przez Panzerjager44
czekaj jeszcze ją rozbuduje i wtedy tu umieszczę :)

PostNapisane: 30 sty 2012, o 14:52
przez Pijący_mleko
Oczywiście czekam jeszcze na nadrzewne zdjęcia.
Jak nie Masz to naszkicuj :D

PostNapisane: 30 sty 2012, o 14:54
przez Panzerjager44
W sobotę wszystko zapowiadało, że jednak w niedzielę na wycieczkę nie pojadę. Bolące gardło, głowa i ogólnie kiepskie samopoczucie nie rokowały najlepiej. Z wieczora poczułem się lepiej, ale nadal nic niem planowałem.
Rano zdążyłem się ledwo przeciągnąć po wstaniu z łóżka, a tu pod moja bramką jakiś typ grzebie przy zamku.
Typ z rowerem. Hmmm coś było na rzeczy.
Ziewnąłem, jako że było to bladym świtem tuż po godzinie 10.00 i niespiesznie wciągnąłem kurtkę. Gdy wyszedłem słońce pięknie pacnęło mnie w gębę. Piękny dzień - mruknąłem z lubością. Gdy wypoziomowałem jako tako wzrok w kierunku furtki zobaczyłem, że niedoszłym włamywaczem był nie kto inny tylko Jojas. Ha! Znaczy chyba pojeżdżę! Okazało się, że Jojas jak na człowieka doświadczonego przystało wiedział co najlepiej wpływa na poprawienie samopoczucia. Innymi słowy nie przybył z pustymi rękoma !
W miarę szybko z Iwonką doprowadziliśmy się do stanu nazywanego: jestem gotowy już jechać i po jakiś 20 minutach wytaszczyliśmy nasze wehikuły by ruszyć w drogę.
Iwona z Jojasem depnęli na pedały i po 3 sekundach zniknęli za rogiem. Zamknąłem furtkę, wciągnąłem rękawice i też depnąłem. Ale... Nogi zakręciły porządnego młynka, a ja dalej tkwiłem w tym samym miejscu. Co jest K..wa zakląłem. I słusznie. Za rowerem wlókł się po śniegu zerwany łańcuch. Czyżbym miał siedzieć w domu ?
Niedoczekanie. Ściągnąłem rękawice, szybko sforsowałem furtkę i drzwi wejściowe. Miałem już genialny w swej prostocie plan. Było tylko jedno małe ale, właściwie to dwa Primo kolarka była od wypadku niesprawna gdyż iż miała scentrowane niemiłosiernie tylne kolo, secundo kolarka na cienkich laczkach nie jest najlepszym narzędziem do popyrzania po śniegu i lodzie. jeden rzut oka wystarczył by stwierdzić, że tylne koło kręci się jako tako i nie wadzi o żadne elementy roweru. OK. tylny hamulec nie jest w końcu aż tak potrzebny. Więc jadę. w międzyczasie wróciła Iwona z Jojasem nieco zdziwieni że po zerknięciu przez ramię nie ma mnie na horyzoncie. Teraz ruszyliśmy we trójkę. Kolarka szła miodnie, chociaż troche wkurzały mnie cholernie nisko opuszczone klamki. Kolarki to maja upodobania, ehhh.... Ale jak się nie ma co się lubi to się lubi... itd.
Wskoczyliśmy na ośnieżony wał przeciwpowodziowy i ruszyliśmy w stronę Dzbenina.
Jechałem trzymając nieco dystansu od pogadujących Jojasa i Lostpearl. Oni gadali, a ja bacznie trzymałem pion bo jakoś nie chciało mi się wierzyć w tą niezwykłą przyczepność tak dupnych opon.
W Dzbeninie skręciliśmy w las. Co prawda nie tak mocno jak chciałem ale dobry i brzeg lasu. Tym razem to ja z Jojasem goniliśmy we dwóch pomykającą przed nami Lost. Dognaliśmy ja w Korczakach. Jojasowi zamarzyło się tu dotarcie do jakiegoś bardzo konkretnego punktu, coby wycieczka wyglądała porządnie. Mykneliśmy więc dalej do Kamianki z planem by nawrót zrobić przy kościele.
Lościk naciskał nas na to by pojechać jeszcze trochę lasem. Na próbę skręciliśmy w stronę Narwii. Droga okazała się idealna do jazdy. Dobrnęliśmy nią nad sam brzeg rzeki. A tu coś pięknego ! Spore rozlewisko w zakolu Narwii pięknie zamarznięte. Dla mnie właściwie odowisko. Cud miejsce by pośmigać na łyżwach pomyślałem. Na rowerze też może być ciekawie, to tez pomyślałem. Ha! Fajnie ! :rotfl:
Zarzuciłem rower na ramię i tak uzbrojony ruszyłem dzielnie przez krzaczory by dostać się na lód. Z lewej przedzierał się Jojas uzbrojony w aparat i Lost uzbrojona w uśmiech. Gdy stanęliśmy na środku u wszystkich zawitał banan na ustach, chociaż co do Jojasa nie jestem pewien ;) Było cudownie. Staliśmy skąpani słońcem, czując przyjemne ciepełko. Wokół biało i cicho. Miodzio. Dla takich chwil warto by i sto kilometrów jechać, a tu takie miejsce pod samym nosem. Ja z radości zacząłem wywijać na rowerze , Jojas strzelać fotki a Lost kręcić się z miejsca na Trochę się powygłupialiśmy, pogadaliśmy i ruszyliśmy dalej. :)
W miejscu gdzie dawniej była Kamianka zahaczylismy o fajne drzewko (mądrale mówią, że cis czy cuś takiego). Ja z Lost zahaczylismy dosłownie bo nie mogąc sobie odmówić tej przyjemności wdrapaliśmy się na nie. Jojas dystyngowanie pozostał na dole z aparatem . Po zsadzeniu tyłków z konarów czas było wracać. Droga powrotna minęła szybko. Tylko Jojas ustępując szarmancko miejsca na drodze kobiecie cmoknął się z asfaltem. I to tyle.
Oby więcej takich wypadów, Zima na rowerze jest FAJNA ! O!

interpunkcje i ortografie przepraszam serdecznie za powyższe - Przemek

Jojasu daj jakieś zdjęcia !!!

PostNapisane: 31 sty 2012, o 19:53
przez jojas
Właściwie to mój przednik napisał prawdę, samom prawdę a właściwie to Gów.oprwadę. Bo prawda wyglądała tak.
Ciekawe ilu „mądrusiów” zjawi się na pl. Bema? Pytanie to nurtowało mnie już w trakcie porannego (6:00) spacerku z czworonogiem. Pancer wczoraj obwieścił na forum, że chory jest co pewnie jest tak zgodne z prawdą jak to, że ZUS pragnie mojego dobra i myśli o mojej szczęśliwej przyszłości. A może faktycznie niedobrze z nim, pomyślałem i zrobiło mi się troszeczkę głupio, ale tylko troszeczkę. Człowiek to jednak głupie stworzenie, ciekawskie, pełne współczucia i troski o innych, dlatego po kościółku: ciepłe galoty na tyłek, niezbędne wyposażenie do kuferka i już gnam na miejsce zbiórki.
9:57 – po placu Bema jeździ jakiś świr na rowerze – szt. 1;
10:00 - po placu Bema jeździ jakiś świr na rowerze – szt. 1;
10:03 - po placu Bema jeździ jakiś świr na rowerze – szt. 1;
ZAGADKA
Jaką ma ksywę ten osobnik? Za prawidłową odpowiedz nie przewiduję żadnych nagród. Nieee to był taki żarcik, oczywiście nagroda jest. Nagrodą jest możliwość rozwoju zdolności manualnych nabytych przy czyszczeniu mojego roweru po sezonie zimowym.
Dość dygresji, wracajmy do głównego wątku.
Fajnie pomyślałem sobie cykliści ostrołęccy, to nie żadne głupole i są świadomi, że w zimę to na sanki, kulig, łyżwy lub na Bahama. Jednak skoro nici z wycieczki to wracając do domu po drodze odwiedzę Pancera i dam mu lekarstwo, które specjalnie dla niego przygotowałem. Jestem już na miejscu. furtka zamknięta. Wyjechał gdzieś albo co gorsza zachorował. Pewnie na lenia. Jednak raczej śpi. Pogmeram przy furtce cud scyzorykiem i wlezę.
próba nr 1-nieudana;
próba nr2 –nieudana;
próba nr 12 – a na filmie to tak łatwo wyglądało, a w realu nieudana;
próba nr – 22 VICTORIA. Ktoś otworzył drzwi wejściowe.
- Poczekaj Jojas zaraz otworzę – rzekł Pancer.
Kurcze ale posiadam cudowne lekarstwo jeszcze nawet o nim nie wspomniałem a Pancer już mówi, że mu lepiej. Co to będzie gdy zacznie się nim kurować? Zapomniałem dodać, że gdzieś w tle snuła się ledwie wyczuwalnie Perełka. Jakaś taka zagubiona, ostatecznie było przed południem. Faktem jest, że się poczuła i dzięki temu wypiłem druga tego dnia kawę. Niestety była na antybiotykach (Perełka nie kawa) i nie mogła się uraczyć cud lekarstwem przeciwieństwie do nas. Suma sumarum Pancer wyciągnął nas tzn. Perełke i mnie na przejażdżkę. Trudno, słońce świeci, wiatru brak, temperatura znośna, cztery litery na siodełka i w drogę. Jadę sobie prowadząc kulturalnom konwersację z Perełką i ani się spostrzegłem, że Pancer gdzieś się zawieruszył. Musiałem mieć głupią minę bo na rowerze jeszcze nigdy w życiu nie udało mi się zgubić Pancera (odwrotnie to standard). Wracamy się, bo przecież nie zostawimy go na pastwę … no właściwie to nie widzieliśmy czego, ale na pewno niczego dobrego.
To co się stało jest wprost nie do uwierzenia. :szok: Po spożyciu cud lekarstwa Pancer dostał takiego powera, co tam Powera super turbo POWERA że jak depnoł po pedałach to zerwał łańcuch. Cud nad cuda bo powszechnie wiadomo, że o sprzęt to on dba i żadnego badziewnego łańcucha by nie założył tylko taki prima sort. Ale nie oszukujmy się dobre lekarstwo czyni cuda. W końcu jednak wyruszyliśmy na wyprawę, powolutku, bez pośpiechu można powiedzieć wybitnie rekreacyjna przejażdżka. Gdy ujrzeliśmy
[center] Obrazek[/center]
taki obrazek
[center]Obrazek[/center]
to nawet do nas dotarło, że nasze zachowanie mieści się w normach powszechnie przyjętych.
Trasa łatwa lekka i przyjemna
[center]Obrazek[/center]
[center] Obrazek[/center]
[center]Obrazek[/center] z elementami ciekawostek (co prawda mało atrakcyjnych) przyrodniczych.
[center]Obrazek[/center]
Jednak najbardziej nam się podobało na starorzeczu. Piękne słoneczko, ciepło, brak wiatru i możliwość uprawiania ekstremalnych sportów np.
wiewźórkowanie
[center]Obrazek[/center]
zapasy na lodzie
[center]Obrazek[/center]
[center]Obrazek[/center]
[center] Zdjęcie osunięto z powodu nieobyczajnych treści ;) [/center]
jazda parami na lodzie
[center]Obrazek[/center]
łapanie zagubionej Perełki
[center]Obrazek[/center]
łapanie równowagi na lodzie
[center]Obrazek[/center]
[center]Obrazek[/center]
[center]Obrazek[/center]
A potem była droga powrotna. Właściwie to bez specjalnych atrakcji. Co prawda raz efektownie glebowałem na asfalcie ale to dla mnie żadna atrakcja, być może Perełka i Pancer uważają inaczej ale Oni jak zwykle się mylą.
I tak to było naprawde :D
PS te drzewko to wiąz szypułkowy :D

PostNapisane: 1 lut 2012, o 06:42
przez karolbiegacz
Ładne drzewo - jeśli rośnie w mojej gminie to i tak je wytną :(

PostNapisane: 1 lut 2012, o 13:36
przez Pijący_mleko
Jak zwykle :P ... jakoś trudno oduczyć tego rowerzystę i przekonać go ze rower służy do jazdy

[album]1413[/album] [album]1414[/album]


Jako "ekooszołom " jestem przeciwko łażeniu po pomnikach przyrody :zly:

[album]1423[/album]


Już wiem do czego służą kaski ;)

[album]1419[/album]


Akrobacje i to na pożyczonym rowerze :zdziwko:

[album]1416[/album]


Zrobić takie zdjęcie, to nie w stylu jojas'a ... pomyślałem ... a ten punkt na niebie bez zbliżenia to słaby argument ;)
[album]1412[/album]

PostNapisane: 1 lut 2012, o 14:01
przez krulik25
ja równiez jestem przeciwny chodzeniu po drzewach

Obrazek

PostNapisane: 1 lut 2012, o 17:11
przez jojas
Pijący_mleko napisał(a): Jak zwykle :P ... jakoś trudno oduczyć tego rowerzystę i przekonać go ze rower służy do jazdy
Zrobić takie zdjęcie, to nie w stylu jojas'a ... pomyślałem ... a ten punkt na niebie bez zbliżenia to słaby argument ;)

O co chodzi? Sam słyszałem jak Pancer zarzucił rower na ramię i rzekł "no to jazda", czyli jazda była ;)
To nie jest słaby argument tylko test na spostrzegawczość :D
A po drzewach to każdy normalny Kurp uwielbia chodzić. :P A jak pozyskiwano onegdaj miód?

PostNapisane: 1 lut 2012, o 21:39
przez lostpearl
Pomniki przyzwyczajone są, że się na nie wchodzi i fotki pstryka. Poza tym co z Was (kruliku i chlip_mliku) za ekolodzy? Mrówka po drzewie może łazić bezkarnie, kornik może je wpierniczać, huba może na nim sępić, ptak może na nie sr.ć, a ja nie mogę swoim wdzięcznym życiem w zachwycie na nie się wspiąć? Czy uważacie, że jestem gorsza od mrówki, czy innego szpaka?

Poza tym myślę, że przymocowanie NIENATURALNEJ etykietki drzewu na jakiś czas "na stłle" - bardziej narusza jego życie wewnętrzno-zewnętrzne niż mój glan, z którego jojas śmiał się naśmiewać.

Gdyby powyższe argumenty nie wybiły z głowy GŁUPICH przytyczek :P, to niech Wam ekolodzy będzie wiadomo, że mentor powiedział, że drzewo się nie obrazi i fakt - raczej nie wyglądało na obrażone, raczej obnażone. Obrazić to by się mogło, gdyby usłyszało jak do kiczu porównał je jojas - acz było to zapewne w dobrej wierze, a śmiem nawet twierdzić, że był to jedyny w swoim rodzaju komplement :)

Także kruliku i chlip_mliku - drzewu poświęciłam tyle uwagi, że czuję sie przez nie niemal zaadoptowana, czyli w sumie jestem z nim po rodzinie, czyli miałam prawo w nim, na nim być i szukać trzech punktów oparcia.